• facebook
  • filmy na youtube
  • g+

Biustonosz – niewidka. Biały czy cielisty?

2-08-2013Porady

Bielizna, czyli coś… białego – ten kolor wielu z nas przychodzi do głowy jako pierwszy, gdy chodzi o bieliźniany kolor podstawowy. Kochamy żywe kolory, ale… któż nie miał nigdy w szufladzie ani jednej sztuki białych majteczek czy biustonosza?

 

Kolor biały jednak, tradycyjnie kojarzony z bielizną, wcale nie jest najpraktyczniejszy. Po pierwsze – bywa nietrwały i trudny w utrzymaniu (żółknie, szarzeje, potrafi zafarbować w praniu – a biel, żeby była piękna, musi być czysta). Po drugie – biała bielizna wcale nie jest niewidoczna pod ubraniem, jak jeszcze być może niektóre z nas sądzą. Na wszelki wypadek zaznaczamy – to mit! Biały biustonosz widać – nawet pod białą bluzką.

 

Jeśli więc chcesz, droga Czytelniczko, ukryć przed światem swoją bieliznę, gdy wkładasz cienką, letnią kreację, wybierz bieliznę w kolorach zbliżonych do koloru ciała. Dla większości z nas w tym rejonie geograficznym będą to odcienie beżu. Zasmakuj więc w kawie z mlekiem, ciasteczkach i biszkoptach! 🙂

 

 

Ultragładkie i niewidoczne

 

Jeśli zależy nam na idealnie gładkiej formie, nienagannym kształcie i przy tym niewidoczności – nic nie pobije termicznie formowanych miseczek. Bywają miękkie, ale najczęściej są usztywnione i nie mają żadnych szwów, które mogłyby odznaczać się pod ubraniem. Po angielsku nazywają się T-shirt bras, czyli biustonosze pod T-shirt – dlatego, że „znikają” nawet pod cienką przylegającą bawełną.

 

Freya - Deco

 

Deco marki Freya – cielisty biustonosz typu plunge (czyli z obniżonym mostkiem – nadaje się do dekoltów w szpic)

 

 

Freya - Deco z odpinanymi ramiączkami

 

Deco marki Freya – cielisty biustonosz z odpinanymi ramiączkami

 

 

Dyskretnie ozdobione

 

Jeśli nie jest nam niezbędna gładka, utwardzona forma albo jeśli wolimy bardziej przewiewną bieliznę, lepiej wybrać biustonosz miękki. Większość haftów, koronek i szwów wykonuje się tak, by były maksymalnie gładkie i nie odznaczały się pod ubraniem, choć oczywiście trudno oczekiwać, by dorównały termicznie modelowanym stanikom bezszwowym. Ich zaletą jest jednak – przyznacie – znacznie ciekawszy wygląd.

 

Curvy Kate - Princess

 

Princess marki Curvy Kate – miękka balkonetka w beżu, ozdobiona haftami i aksamitnymi groszkami

 

 

Elomi - Caitlyn biustonosz full-cup

 

Caitlyn marki Elomi – pełne miseczki z lśniącej satyny i dyskretny gładki haft

 

 

Kropla koloru

 

Jeśli nie przepadamy za gładkim beżem, szczypta koloru sprawi, że zwykły „beżowiec” nabierze dla nas uroku. Kontrastowe hafty mogą jednak przebić spod ubrania – zwłaszcza jeżeli jest ono jasne. Nie nadają się więc pod biały batyst. Ale już ciemnej czy czarnej kreacji ta odrobina koloru nie zakłóci.

 

Masquerade - Delphi

 

Delphi marki Masquerade – luksusowe hafty w beżu z kroplą czerwonego wina

 

 

Biała niewinność

 

Kolor biały co prawda nie ukryje bielizny przed światem tak dobrze jak cielisty, jednak nie zawsze nam na tym zależy. Lubimy biel za czystość i niewinność, jaką symbolizuje, a także za to, jak pięknie potrafi kontrastować z opaloną skórą. Biel, ecru, kość słoniowa i krem to także ulubione kolory bielizny ślubnej. Jeśli mamy bardzo jasną karnację, kolor kremowy czy waniliowy może okazać się niezłym ekwiwalentem beżu.

 

Masquerade - Orla biustonosz half-cup

 

Orla marki Masquerade – luksusowy biustonosz w kolorze waniliowych lodów

 

Superbra by Panache - Andorra biustonosz full-cup

 

Andorra marki Superbra by Panache – czysta koronkowa elegancja!

 

 

A Wy? Jaki bieliźniany kolor uważacie za najbardziej praktyczny i uniwersalny – beżowy, biały, a może jeszcze inny?

 

 

 

 

Ramiączko na wolności?

5-07-2013Moda, Porady

Klasyczne reguły elegancji mówią, że bielizna nie powinna wyglądać na światło dzienne. Sytuacje nieformalne dopuszczają nieco więcej swobody, za to a oficjalne – nie dopuszczają jej w tej dziedzinie wcale. Od pewnego czasu jednak przewija się w modzie trend w bieliźnianej emancypacji. Biustonosze prześwitują spod odważnych kreacji nie tylko na wybiegach – swoimi stanikami „chwalą się” też celebrytki. Tym doradza zwykle sztab stylistów, uważanych za największych ekspertów od mody. Stanik głównym akcentem stylizacji? Czy to możliwe?

 

 

Mała czarna i czerwone Tango

 

Zobaczcie, co proponuje Annabell Tollman – amerykańska stylistka. W poniższym filmiku dobrała modelce biustonosz Tango firmy Panache w kolorze czerwonym (w myBra.pl można ów klasyczny model kupić w spokojnej bieli i beżu oraz w wersji Luxe – w kolorze turkusowym).

 

 

Jak widzimy, ramiączka i górna krawędź biustonosza kokieteryjnie wyglądają spod czarnej sukienki marki Dolce&Gabbana.

 

Dla nas, przyznamy, jest to pomysł nieco kontrowersyjny. Wiele osób uznałoby taką stylizację wręcz za mało gustowną. Czy nie sądzicie, że tę małą czarną lepiej ożywiłby jakiś inny dodatek?

 

 

Przypadkowy błysk

 

Czy więc musimy skazywać kolorową bieliznę na wygnanie, trzymając ją zakrytą? Czy to wielki grzech, jeśli z dekoltu wychynie ładne ramiączko?

 

Cóż, na pewno nic się nie stanie, jeśli ramiączko wyrwie się na wolność całkowicie przypadkowo i na chwilę. To może przecież zdarzyć się zawsze, zwłaszcza gdy dekolt nie tylko głęboki, ale i – szeroki. O taki mały, niezamierzony akcent nikt nie będzie miał do nas pretensji.

 

A możemy przecież spowodować, by przypadkowy błysk ramiączka, zamiast osłabić, wzmocnił nasze estetyczne oddziaływanie. W tym celu ramiączko powinno być, oczywiście, ładne i dobrej jakości. A kolor? Może być identyczny z kolorem stroju, albo – odważniej – kontrastowy.

green-red

Biustonosz Rosetti marki Masquerade

 

 

Czerwony stanik do szmaragdowozielonej sukienki? Czemu nie. Jeśli do tego inny czerwony akcent znajdzie się, na przykład, w biżuterii – będziemy się cieszyć z obmyślonego przez nas zestawu, nawet gdy ramiączko pozostanie w ukryciu przez cały dzień.

 

Zachęcamy do zabawy w kontrasty. Intensywnie kolorowa bielizna jest szalenie modna, a jej barwy zgodne są z obowiązującymi w danym sezonie trendami, stworzenie kompozycji nie powinno być więc trudne 🙂

 

Oto kolejny przykład:

 

red-blue

Biustonosz Melissa marki Cleo

 

Co Wy na to? Czy lubicie kolorową bieliznę? Czy obawiacie się „ramiączek na wolności”? 🙂

 

A może podzielicie się z nami Waszymi pomysłami na stylizacje z wykorzystaniem  kolorowych biustonoszy? 🙂

 

 

„Nowa rozmiarówka”, czyli kto nosi miseczkę G?

Większość z nas przywykła do tego, że biustonosze występują w miseczkach A, B, C, D… czasem jeszcze E. Inne litery to w przeciętnym sklepie rzadkość. Jeśli jednak lubimy nowinki i przeglądamy czasem wirtualne „wieszaki” sklepów internetowych, szybko zauważymy, że nie wszędzie E kończy listę miseczek. Są sklepy – takie jak np. myBra.pl – w których spotkamy się z miseczkami F, G, H, a nawet J czy K! Jeśli postanowimy skorzystać z kalkulatora rozmiarów czy z porady bra-fitterki (specjalistki od dobierania biustonoszy) – możemy nagle odkryć, że zamiast nosić nasze odwieczne 75B, powinnyśmy zmienić rozmiar na np. 65F, albo coś równie niezwykłego.

 

 

 

Trend w górę alfabetu?

 

O co chodzi? Czy to jakaś nowa moda? Inna rozmiarówka? Czyżby sklepy postanowiły zacząć nam schlebiać, wmawiając nam, że mamy większe piersi, by wprawić nas w dobry nastrój i zachęcić do zakupów?

 

Owszem – jak zwykle, firmy starają się pozyskać klientki. Nie chodzi jednak o to, by wkładać nam na nos różowe okulary, w których staniemy się szczuplejsze i bardziej piersiaste. Skąd więc ten trend w górę alfabetu?

 

Otóż kilka lat temu przemysł bieliźniany „odkrył”, że kobiety tak naprawdę potrzebują kilkudziesięciu, a nawet stu różnych rozmiarów staników! Są więc wśród nas takie, które powinny nosić 75B, 70A – ale i takie, którym pasuje 65F, 80G czy 70JJ. Tych ostatnich jest znacznie więcej, niż się nam wydaje!

 

Czemu nie wiedziałyśmy o tym „od zawsze”? To proste. Producentom bielizny ekonomiczniej było szyć jak najmniej rozmiarów, a sklepom je sprowadzać. Łatwiej sprzedaje się towar, który występuje tylko w kilkunastu rodzajach, niż w kilkudziesięciu.

 

Tym sposobem wiele kobiet nosiło po prostu niewłaściwe rozmiary, dobrane tylko „z grubsza” – a nie dokładnie, tak jak by należało. Niektóre kobiety z tego powodu nigdy nie były naprawdę zadowolone ze swoich biustonoszy. Nadal wiele z nas skarży się na niewygodę, niezgrabny wygląd biustu, a stanik traktuje jako obowiązek, nie przyjemność. A stale niezadowolona klientka to nie jest coś, o czym na dłuższą metę marzy sprzedawca czy producent… Trzeba więc było tylko czasu, by nastąpiły wielkie zmiany.

 

 

Czy E to zawsze Ekstraduży?

 

Jak to? – spytacie. Czy chcecie powiedzieć, że miseczka F czy G to coś normalnego? Czy nie jest tak, że takich rozmiarów potrzebuje nikły procent kobiet o bardzo, bardzo dużych piersiach? Otóż wcale nie! Zawsze nam się wydawało, że miseczki o dalszych literach, jak F czy G, muszą być wielkie, ponieważ w sklepach większe miseczki, jak D czy E, występowały głównie w kombinacji z większym obwodem pod biustem (85, 90…) i były proponowane kobietom o pełnej figurze. I tak, jeśli porównamy ze sobą staniki w rozmiarach 75C i 90E, to ten drugi oczywiście będzie znacznie większy:

 

 

 

 

Jeśli jednak porównamy ze sobą biustonosze w rozmiarach np. 75C i 65E, okaże się, że ich miseczki mają całkiem zbliżoną wielkość. Zobaczcie:

 

 

 

Jak to możliwe, żeby „ekstraduże” E było tak podobne do zwykłego C? Brzmi to może zaskakująco, ale nie ma w tym nic dziwnego. Objętość miseczki uzależniona jest od obwodu pod biustem. Litera nie mówi nam o tym, jak duża pierś zmieści się do miseczki. Mówi tylko, o ile centymetrów nasz obwód w biuście różni się od rozmiaru pod biustem. I tylko tyle! Dlatego w oderwaniu od rozmiaru pod biustem litera miseczki nic nie znaczy. Miseczka E w staniku o rozmiarze 65 pod biustem (czyli dość wąskim) wcale nie jest wielka. Rozmiar ten pasuje bardzo wielu szczupłym kobietom, które nigdy nie uznałyby, że mają wyjątkowo duże piersi!

 

A oto drugie porównanie, które warto wykonać. Przyjrzyjcie się biustonoszom o tej samej literze miseczki (np. B, albo E), ale o różnych rozmiarach pod biustem. Łatwo odkryjecie, że np. miseczka E przy obwodzie 60 zmieści znacznie mniejszą pierś, niż „ta sama” miseczka E przy obwodzie 85. Różne litery – podobne piersi, ta sama litera – różne piersi!

 

 

 

 

Dlatego nie ma się czego obawiać, jeśli w kalkulatorze rozmiarów wyjdzie nam miseczka E czy G, albo jeśli bra-fitterka w sklepie dobierze nam stanik w zaskakującym rozmiarze. Nie znaczy to, że nasze piersi niebotycznie urosły. Nie znaczy to też, że sklep albo marka stosuje jakąś dziwną, niestandardową rozmiarówkę. Znaczy to, że prawdopodobnie nareszcie dobrałyśmy sobie rozmiar, jakiego rzeczywiście potrzebujemy – nie tylko taki, który dał się „jakoś” założyć i zapiąć.

 

 

Zaprzyjaźnij się z literkami!

 

65E? 60FF? 70J? Dla większości kobiet wciąż brzmi to trochę obco. Można się pogubić w różnorodności rozmiarów, którą oferują nam nowe firmy. Zwłaszcza gdy dopiero zaczynamy swoją przygodę z dokładnym doborem biustonosza. Dlatego sklepy, takie jak myBra.pl, oprócz pełnego wyboru rozmiarów, udzielą nam też porad rozmiarowych. W doborze rozmiaru pomocny jest też kalkulator rozmiarów, czy taśma brafitterska, którą sklep dodaje bezpłatnie do każdego zamówienia. A jeśli mimo to nowy nabytek nie pasuje? Nie ma obaw – można go bezpłatnie zwrócić i wymienić na inny.

 

Jak sprawdzić, czy nasz rozmiar jest tym właściwym? O tym przeczytać możecie  w poradniku bra-fittingowym myBra. Rzecz jasna, będziemy poruszać ten temat stale na łamach naszego bloga. Chętnie odpowiemy na Wasze pytania. Czy litery F, G i H brzmią już dla Was nieco przyjaźniej? 🙂

Stanik zawsze widać!

„Ojej! Widać ci stanik!” – nie chciałybyśmy usłyszeć tego w momencie, gdy właśnie wychodzimy z domu, prawda?  Biustonosz nie jest czymś, co pokazujemy całemu światu. Wyjątkiem mogą być niektóre awangardowe stylizacje, ale większość z nas nie eksperymentuje aż tak na co dzień. Zasada brzmi: miejsce stanika znajduje się pod ubraniem. Ale czy rzeczywiście znaczy to, że nie jest widoczny?

 

Nic bardziej mylnego. Jeśli wydaje nam się, że możemy zapomnieć o wyborze biustonosza, gdy nie planujemy zdejmować ubrania – robimy duży błąd. Owszem, pod fałdami sukienki nie dostrzeżemy koronek, ramiączka dyskretnie schowają się pod bluzką. Ale poza tym – widać wszystko jak na dłoni! Jak to? – zapytacie. Przekornie odpowiemy pytaniem na pytanie: po co więc w ogóle nosimy staniki?

 

 

Biusto-nosz

 

Zdanie, że „biusto-nosz” to coś, co nosimy na biuście, jest prawdziwe, ale niepełne. Biustonosz to także coś, co nosi – a ściślej mówiąc: podnosi – nasze piersi. To od biustonosza zależy, jak prezentuje się nasz biust – gdy już założymy ubranie. Któraż z nas nie robiła nigdy prostego eksperymentu: wkładamy cienką, dopasowaną bluzeczkę na stanik, a następnie – bez stanika. Czy widzicie różnicę? Nie chodzi tylko o odznaczające się brodawki. Nasze piersi pozbawione są twardego rusztowania i bez stanika przeważnie trochę opadają. Przy większym biuście wręcz kładą się na klatce piersiowej, niepokojąco zbliżając się do brzucha. Czasami też, zamiast dziarsko sterczeć w przód albo uwodzicielsko zaokrąglać się w dekolcie, „spoglądają” na boki. Zazwyczaj chcemy trochę skorygować ten widok, i do tego właśnie, między innymi, służy biustonosz.

 

Bez stanika - i w staniku!

Bez stanika – i w staniku!

 

 

Tu zaś koniecznie należy dodać: biustonosz właściwie dobrany!

 

 

Za duże czy za małe?

 

Jeśli mamy na sobie koronkowe cudo znanej marki, które cieszy nasze oczy (a boli portfel), ale czar pryska, gdy włożymy bluzkę – to znaczy, że gdzieś został popełniony błąd. W tym momencie często winimy swoje piersi. Że za duże, że za małe, że opadające, że już nie takie młode, że niedostatecznie okrągłe…

 

Tymczasem bra-fitterki w Polsce i na świecie zgodnie twierdzą, że rozmiar ma znaczenie. Ale nie chodzi im o rozmiar piersi, lecz o rozmiar biustonosza. Większość kobiet nosi biustonosze w niewłaściwym rozmiarze. „Smutne”, opadające, czy też wylewające się z miseczek biusty, o których właścicielki mówią, że są za duże i niezbyt zgrabne – to wina źle podtrzymujących staników. Przeważnie mają one za małe miseczki i za luźne obwody pod biustem – choć są i inne „przewinienia”. W takim staniku biust kołysze się – czujemy się skrępowane, boimy się podbiec czy schylić. Zbyt napięte ramiączka uwierają w ramiona. Tracimy komfort i dobre samopoczucie.

 

Ten sam błąd robią kobiety, których piersi są drobne – jeśli po podniesieniu rąk stanik wjeżdża nam na piersi, nie znaczy to, że mamy za mały biust – lecz za luźny pod biustem biustonosz.

 

 

Lepszy niż chirurg-plastyk

 

A co dzieje się po dobraniu właściwego rozmiaru? Nagle okazuje się, że mamy nie tylko cudowny biust, ale i doskonałą figurę, jesteśmy szczuplejsze o 5 kg i młodsze o tyle lat, ile sobie życzymy. Na tym polega cud podniesienia biustu na żądaną wysokość i zebrania go z boków w kierunku dekoltu.

 

U kobiet o większych piersiach, podniesienie ich przez stanik odsłania często zgrabną talię. Wyglądamy znacznie lżej i atrakcyjniej, gdy nasze piersi nie stanowią całości z brzuchem:

 

Duży biust - w źle i dobrze dobranym staniku

Duży biust – w źle i dobrze dobranym staniku

 

Podniesione i przytrzymane przez stanik większe piersi stają się także bardziej nieruchome. Czujemy się swobodniej, mogąc bezpiecznie podbiec czy podskoczyć.

 

U Pań mniej obficie obdarzonych przez naturę w dobrym biustonoszu piersi mocniej zaznaczają się pod bluzką, a biustonosz trzyma się na miejscu przez cały dzień:

 

Mały biust: w żle i dobrze dobranym staniku.

Mały biust: w żle i dobrze dobranym staniku.

 

Czy taka metamorfoza jest możliwa bez skalpela? Tak, i nie ma w tym niczego niezwykłego. Wystarczy biustonosz, który zapewni naszym piersiom odpowiednie wsparcie. Jak to możliwe? Jeżeli jeszcze nie odkryłyście, jak zafundować swojemu biustowi taki „niechirurgiczny” bieliźniany lifting – niebawem zdradzimy Wam wszystkie szczegóły 🙂

 

Tymczasem, powiedzcie same, drogie Czytelniczki: czy biustonosza naprawdę NIE WIDAĆ? Czekamy na Wasze opinie!

Domowa przymierzalnia, czyli za co kochamy e-zakupy?

Coraz chętniej korzystamy ze zdalnych zakupów w internecie. Zalety? Duży wybór, dobre ceny, nie trzeba wychodzić z domu… Niektóre z nas jednak wciąż wolą wpaść do sklepu za rogiem czy ulubionego centrum handlowego, gdzie można natychmiast obejrzeć towar bez czekania na listonosza. Przymiarka-decyzja-zakup… Cóż, nie będziemy negować zalet sklepów stacjonarnych. Z drugiej strony – sporo kobiet jednak twierdzi, że zdecydowanie woli od przymierzalni sklepowej – przymierzalnię domową.  Zwłaszcza że nie wszystkie mamy blisko do dobrze zaopatrzonego sklepu.

 

Wyobraźmy więc sobie, że przed chwilą listonosz przyniósł nam paczkę z wymarzonym biustonoszem, który zamówiłyśmy w sklepie internetowym. Drżącymi rękoma otwieramy pudełeczko, chcąc czym prędzej wydostać nasz skarb. Pamiętając o tym, by nie odrywać metki (nienaruszony towar z metkami mamy prawo zwrócić albo wymienić!) bierzemy się do przymierzania. Czeka nas podjęcie decyzji: czy nasze cacko zostanie z nami, czy też wróci do nadawcy? Jak poddać nasz nabytek delikatnym, ale skutecznym domowym testom?

 

 

 

Po pierwsze: bez pośpiechu

 

Zarezerwujmy odpowiednią ilość czasu na decyzję. Przynajmniej pół godziny, w trakcie którego nikt nie będzie nam przeszkadzał (powiedzcie same: czy da się to osiągnąć w przeciętnym sklepie?). I lustro w dobrze oświetlonym miejscu,  najlepiej w pobliżu szafy z ubraniami. Oraz najważniejsze: odprężoną, zrelaksowaną głowę oraz ciało (nie muszę chyba przypominać, że powinno być świeże i raczej wolne od mocnych zapachów? Prysznic weźmy więc wcześniej, a perfumy odłóżmy na potem).

 

 

Po drugie: zakładamy biustonosz

 

To chyba dziecinnie proste. Każda z nas umie przecież założyć stanik, prawda? Powiem krótko: nieprawda. Wiele kobiet zakłada biustonosz w niestaranny, nieprawidłowy sposób. Skutkiem są błędne decyzje – dobieramy niewłaściwie rozmiary i kroje, a potem cierpimy z tego powodu. Można tego jednak łatwo uniknąć. Jak więc prawidłowo założyć stanik? O tym powstały już przystępne poradniki, na przykład ten. Tutaj skupimy się więc na tym, o czym rzadko mówią bra-fitterki.

 

 

Po trzecie: czy leży jak należy?

 

Tu znowu odeślę Czytelniczki do poradników na temat dobierania biustonosza, takich jak ten. Wiele poradników sklepowych jest już na bardzo dobrym poziomie – wirtualny bra-fitting to już całkiem rozwinięta dziedzina.

 

 

Po czwarte: przebieranki

 

To etap, który wiele z nas niestety pomija. Włożywszy biustonosz, podziwiamy nasz biust w pięknej koronce czy modnym deseniu. Bosko! Palce już wędrują w kierunku nożyczek, by czym prędzej obciąć tę denerwującą metkę… Nie róbmy tego! Nie pozbawiajmy się tego przywileju, jaki dają nam zdalne zakupy: sprawdzenia, jak bielizna prezentuje się pod różnymi ubraniami.

 

Zabrzmi to może banalnie, ale większość biustonoszy (wyjąwszy modele typowo sypialniane) przez większość czasu znajduje się pod strojem. W tym czasie liczy się nie uroda koronek i haftów, lecz kształt, jaki biustonosz nadaje piersiom. Dlatego przymierzmy go:

 

– pod dopasowaną, cienką bluzkę w jednolitym kolorze – w takim stroju najlepiej ocenia się kształt piersi. Czy są odpowiednio uniesione, zebrane z boków? Czy przybierają taką formę, jakiej sobie życzymy? Czy nie są zbyt szpiczaste, albo  przypłaszczone za małymi miseczkami? Czy piersi nie wybrzuszają się nad miseczkami (co także oznacza za małe miseczki)?

 

– pod bluzkę z dekoltem – jeśli nie zawsze zapinamy się pod szyję, warto wiedzieć, na jak głęboki czy szeroki dekolt będziemy mogły sobie pozwolić w danym biustonoszu.

 

– pod te ubrania, do których będziemy go nosić – jeśli nasz zakup ma nam służyć na co dzień, sprawdźmy, czy dobrze układa się pod strojami do pracy (czy nie wystaje z dekoltów, nie odznacza się pod bluzkami, czy nie przebija spod nich kolorem?). Jeśli przeznaczamy go na wyjątkowe wyjścia – przetestujmy go z wizytową sukienką czy wieczorowym topem.

 

 

Po piąte: trochę ruchu

 

Pamiętajmy, że biustonoszu nie będziemy stać ani siedzieć nieruchomo przez cały dzień.  Być może podbiegniemy do uciekającego autobusu, będziemy musiały sięgnąć na wysoką półkę regału czy podnieść upuszczony długopis. W trakcie tych wszystkich „ćwiczeń” biustonosz powinien bezpiecznie zakrywać i unieruchamiać nasze piersi. I być wygodny. Dlatego:

 

– podskocz kilka razy energicznie i sprawdź, co się dzieje z biustem i biustonoszem. To tak zwany test skokowy. Jeśli twoje piersi chcą uderzyć cię w szczękę, znaczy to, że nabytek nie podtrzymuje ich odpowiednio. Rzecz jasna, jeśli nie kupujesz biustonosza sportowego, nie możesz oczekiwać przymurowania biustu do klatki piersiowej, pewien poziom ujarzmienia jest jednak konieczny. Po teście sprawdź, czy piersi nie powyskakiwały z miseczek.

 

– schyl się, a następnie wyprostuj. Czy piersi pozostały na miejscu? Czy nie wymknęły się górą ani środkiem z biustonosza?

 

– wzrusz kilka razy ramionami, podnieś i opuść ręce. Jeśli po tych ruchach biustonosz się poprzesuwał, tył podniósł się do góry, zsunęły się ramiączka – to znaczy, że nie jest odpowiednio dobrany. Może jest za luźny pod biustem, może za mocno wydłużyłaś ramiączka, by zmieścić biust w za małych miseczkach?

 

nie musisz się kłaść – chyba, że biustonosz zamierzasz przeznaczyć do leżenia czy spania – wtedy zrób to koniecznie. Pamiętaj jednak, że większość biustów w pozycji leżącej luźno „rozpływa się” po klatce piersiowej i biustonosz prezentuje się wówczas nieciekawie. To zupełnie normalne – nie obwiniaj go o to. Jeśli jednak zamierzasz w nim spać – sprawdź, czy w pozycji leżącej nie uwiera.

 

 

Przygoda bez ryzyka!

 

Co nam grozi, jeśli pochopnie kupimy piękny, ale niedobrany biustonosz? To, że wkrótce na zawsze zamieszka w szufladzie i będzie pamiątką naszej lekkomyślności, a my być może zniechęcimy się do przygody, jaką są bieliźniane e-zakupy. I niesłusznie, bo przy odrobinie rozwagi przygoda ta wcale nie musi być ryzykowna, może przynosić same miłe niespodzianki i w ogóle ma mnóstwo uroku. Niżej podpisana na przykład bardzo ceni sobie ten moment, gdy otrzymuje paczkę – zwłaszcza elegancko zapakowaną, a przymiarki wprost uwielbia…

 

A przede wszystkim – dobre sklepy nie stwarzają problemów, jeśli klientka zdecyduje się biustonosz zwrócić. Polskie prawo gwarantuje klientom e-sklepu prawo do zwrotu towaru w ciągu 10 dni oraz otrzymania zwrotu pieniędzy. Traci się jedynie na kosztach odsyłki. Sklepy często oferują korzystniejsze warunki – np. dłuższe okresy na zwrot. I tu chętnie wspomnę o ofercie sklepu myBra, który proponuje:

 

– darmową wysyłkę

 

– aż 30-dniowy termin na zwrot niepasującego towaru

 

– możliwość wysłania zwracanego towaru za darmo (!) (z bielizną wysyłana jest specjalna etykieta do naklejenia na przesyłkę zwrotną)

 

– darmowa wysyłka towaru na wymianę (to już raczej standard).

 

Co prawda za ewentualne kolejne wymiany trzeba już płacić koszty przesyłek – ale coś za coś… sama zwracam zazwyczaj tylko raz, więc możliwość zrobienia tego za friko wygląda dla mnie całkiem kusząco.

 

Podsumowując – uważam, że zarówno zdalne, jak i stacjonarne zakupy mają niezaprzeczalne zalety. Sama jednak wolę kupować bieliznę przez internet. Bezcenna jest dla mnie ta swoboda i ilość czasu na decyzję, na którą mogę pozwolić sobie tylko w domowej przymierzalni. W sklepie pełnym ludzi ulegamy presji – pośpiech, zachęcający do zakupu sprzedawcy, gwar, atmosfera zachłannej konsumpcji 😉 Decyzja podjęta w domu zaś może być bardziej niezależna, rozważniejsza. I przypuszczam, że – gdy już znamy potrzeby swojego biustu – zwykle jest to decyzja lepsza.

 

A Wy jakie zakupy najbardziej lubicie? Czego oczekujecie od sklepów internetowych? Czy e-zakupy są Waszym zdaniem bezpieczne i komfortowe?

 

[Artykuł ten stworzyła dla nas Kasica, autorka bloga „Stanikomania” poświęconego biustonoszom – bra-fittingowi.]

Znajdź nas na MyBra na Facebook

© 2014 Wszelkie prawa zastrzeżone | myBra.pl